Natalia Przybysz ma prawo opowiadać o swojej aborcji tak, jak chce

Kiedy dowiedziałam się, że Natalia Przybysz opowiedziała w Wysokich Obcasach o swojej aborcji, bardzo się ucieszyłam. Po pierwsze z tego, że kobieta ze sfery publicznej zdecydowała się mówić. Po drugie z tego, jaka to kobieta: taka, która urodziła już i wychowuje dwoje dzieci. Czyli wie jak to jest. Czyli jej decyzja może wynikać również z tego, że doświadczyła macierzyństwa, a nie z tego, że nie chce go doświadczać.

Uznałam, że może to być ważnym argumentem studzącym nienawiść wobec jej samodzielności. „Obowiązek obywatelski kobiety” (piszę to z przekąsem, odnosząc się do przekonań funkcjonujących w naszej kulturze) już przecież spełniła.

Okazało się jednak, że nic nie chroni przed nagonką, gdy chodzi o aborcję.

Brać odpowiedzialność

Po przeczytaniu tekstu wchodzę na Facebooka. Wiele osób udostępniło wywiad. W komentarzach dużo o tym, że Natalia Przybysz sugeruje, że ciąża wzięła się nie z zawodnej antykoncepcji, tylko z jej braku. „Popieram prawo do aborcji, ale trzeba brać odpowiedzialność za to, co się robi” – pisze znajoma znajomej.

Czyli?

Na czym innym niż na aborcji miałoby polegać tutaj branie odpowiedzialności? Czy decyzja o aborcji może mieć miejsce tylko wtedy, gdy pęknie prezerwatywa, nie wchłonie się pigułka, nie zadziała spirala? Czy w innym wypadku podjęciem odpowiedzialności jest urodzenie?

Czy stopień niechcenia ciąży, niegotowości na dziecko maleją, gdy prezerwatywa nie zadziałała z powodów mentalnych (zapomnienie) zamiast mechanicznych (pęknięcie)?

Czym różni się takie rozumowanie od „Chciałaś się ruchać, to teraz masz”?

Czy naprawdę wszystkie i wszyscy zawsze i wszędzie stosujemy antykoncepcję? Która z nas nie uprawiała seksu bez zabezpieczenia, a potem zagryzała wargi do krwi, czekając na wynik testu ciążowego? Czy bardziej szlachetna i „usprawiedliwiona” od tej, która nie zastosowała żadnego zabezpieczenia jest kobieta, której pękła guma? Tę drugą szanujemy, a ta pierwsza jest sama sobie winna?

Kobiety, które decydują się urodzić, zaszedłszy w nieplanowaną ciążę po seksie bez zabezpieczenia, również nie mają przestrzeni na to, by o tym mówić.

Czy mamy udawać, że to się nie dzieje? Bo wstyd?

Wyznanie nie wystarcza, wyjaśnianie to przesada

Czytam dalej komentarze. Spotykam się z krytyką samej formy tekstu. Znajomy z portalu pisze, że wywiad został źle napisany, źle zredagowane słowa bohaterki. „Rozmowa ograniczająca się do wyznania: zrobiłam aborcję bo nie chciałam mieć kolejnego dziecka, to nie jest wywiad który pozwoliłby nam cokolwiek zrozumieć” (już nie widzę wśród wypowiedzi tych zdań, być może zostały skasowane). Co więcej jest do zrozumienia ponad to, że kobieta zrobiła aborcję, bo nie chciała mieć już dziecka? Dlaczego taka informacja nie wystarcza?

Nie mówiąc o tym, że to nie jest prawda. W wywiadzie poruszone są rozmaite wątki rozwijające punkt widzenia bohaterki: pojawia się kwestia spowiedzi; pytanie o to, czy usunięty płód miał duszę, i co, jeśli tak. Może więc chodzi o to, że dla autora komentarza wątki te nie są właściwymi?

Może chodzi o to, że „nie tak powinna to robić kobieta w XXI wieku”?

Czy to my najlepiej wiemy, jak to powinno wyglądać?

„Po co te emocje!?”

Pod tym samym wpisem inny komentarz: „po co w wywiadzie tłumaczy się Natalia, zamiast powiedzieć: podjęłam decyzję, zrobiłam to, wolałabym żeby w Polsce wyglądało to inaczej, bo jest problem. A tak do boju ruszyły emocje i jest, jak jest”. 

Emocje to ważna część decyzji o aborcji i samego zabiegu. Owszem, to nieprawda, że „każda kobieta ma traumę po aborcji”. To jednak nie znaczy, że aborcja nie może wiązać się z uczuciami, które są trudne: zagubieniem, niepewnością, strachem.

O tym, jak duży może to być strach, świadczy dla mnie, że gramatyczna pierwsza osoba pojawia się w opowieści Natalii Przybysz dopiero, gdy jest już po zabiegu: „I nagle przychodzi wielki oddech. Największy wydech świata. – Czuje ulgę? – No, ta dziewczyna… To znaczy ja. Czuję wielką ulgę”.

Gdzie tu tłumaczenie się? Kobieta, która zrobiła aborcję, opowiada o swoim doświadczeniu. Emocje są jego częścią. Dobrze by było to uszanować. Bo to właśnie ona we właśnie taki sposób zdecydowała się o tym mówić.

Byłoby lepiej, gdyby…”: gdyby się zabezpieczała, gdyby właściwie zredagowano wywiad, gdyby nie mówiła o emocjach.

Zrobiła tak, jak uznała za słuszne. Jej ciało, jej decyzja. 

Przedstawiła to tak, jak uznała za słuszne. Jej opowieść, jej decyzja. 

Czy widać analogię?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *