Nie jestem keksem

Jakiś czas temu spędzałam kilka dni w grupie znajomych osób. Chodziliśmy na spacery, wspólnie sprzątaliśmy, gotowaliśmy. Któregoś dnia rano ja i moja przyjaciółka zadeklarowałyśmy, że upieczemy ciasto. Przy kolacji mój chłopak zaczął się z nami droczyć: Miałyście upiec ciasto, i co? I jak z tym ciastem? Odpowiadałyśmy, że jasne, już pędzimy. Śmialiśmy się wszyscy troje.

Śmialiśmy się: on wysoki blondyn; ja i moja przyjaciółka w romantycznych sukienkach mini.

Siedziałaś przy stole obok nas, koleżanko. Przysłuchiwałaś się naszym przekomarzankom. Czułam napięcie z twojej strony. Widziałam twoją minę, którą odczytywałam jako: „Jestem niezadowolona, dzieje się coś, czego nie popieram”. Wreszcie głośno powiedziałaś do mojego chłopaka:

– Ale jak dziewczyny nie chcą, to nie muszą piec tego ciasta!

Koleżanko. Wyobrażam sobie, że twoja intencja była feministyczna. Nie pierwszy raz obserwowałam cię interweniującą w sytuacjach, w których w twoim rozumieniu działo się coś nierównościowego. Wiem, że działasz w inicjatywach feministycznych i queerowych. Mówisz bardzo dużo o tym, że walczysz przeciwko patriarchatowi.

Chcesz dowiedzieć się, dlaczego dla mnie w tamtej sytuacji to właśnie twoje zachowanie – niczyje inne – było zanurzone po uszy w patriarchacie?

Rozmowa toczyła się między trójką osób – ty zwróciłaś się do jedynego w grupie mężczyzny. Powieliłaś schemat, który kobietom każe siedzieć cicho. Cóż z tego, że ja i moja przyjaciółka śmiałyśmy się i dobrze bawiły? Ty zestrofowałaś mężczyznę, który był tam z nami, jakbyśmy były jego właśnością. Jakbyśmy były książkami, którym za bardzo porysował okładkę. Jakbyśmy były porcjami keksu, które brzydko jadł.

Być może sądziłaś, że w ten sposób „bierzesz nas w obronę”.

Nie potrzebuję twojej obrony. Jeśli będę jej chciała, poproszę cię o nią.

Pokierowałaś się uprzedzeniem wobec białego heteroseksualnego mężczyzny oraz kobiet, których wygląd realizował stereotyp kobiecości. Założyłaś, że skoro tak jest, słowa mężczyzny niosą ze sobą znaczenie, które upokarza kobiety. Czy gdyby identyczna rozmowa toczyła się między trzema osobami nieheteroseksualnymi, wyglądem przełamującymi stereotypy na temat płci kulturowej, też byś zainterweniowała?

Ja sama kiedyś nie znosiłam, gdy kobiety mocno malowały usta. Drętwiałam, słysząc je śmiejące się z seksistowskich żartów. Zbierało mi się na wymioty, gdy obserwowałam, jak podtykają mężczyznom własnoręcznie ugotowane obiadki.

A potem zadałam sobie pytanie: kim ja jestem, żeby mówić tym kobietom, co jest dla nich dobre?

Jest coś ważniejszego niż walka wręcz. Jest kontekst. Jest intencja. Jest zgoda danej osoby. I każda osoba ma swoją własną zgodę, która z zewnątrz może wyglądać bardzo różnie.

Dlatego właśnie moim obowiązkiem jest pytać. Pytać wprost. Pytać daną osobę. Pytać, uznając podmiotowość danej kobiety. Dawać jej prawo do własnego wyboru i do błędu.

Byłam w tym, i w tamtym, i w siamtym. Naprawdę dużo przeżyłam – w moich kategoriach. To, co robię czy mówię, jest tym, co chcę robić czy mówić. To jest przemyślane. A nawet gdyby nie było – to moja sprawa. Ty, koleżanko, możesz opowiedzieć mi o tym, co wiesz; możesz pokazywać mi rozwiązania, które tobie się podobają, licząc, że mnie zainspirują.

Zwracaj się do mnie wprost. Pytaj mnie, co czuję, jak się czuję, co sądzę. Pytaj mnie, czy potrzebuję pomocy. Mów, jeśli ty źle się czujesz z moimi żartami, z moim zachowaniem. Czy czyimkolwiek innym.

Ale nie zgadzam się, żebyś zakładała, że jestem słaba i nieuświadomiona.

Nie pozwalam ci traktować mnie jak przedmiot.

Przedmiot, dla którego wymyśliłaś taki feminizm, jaki pasuje tobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *